Aktualności
15/05/2026
Jeszcze dekadę temu inwestor kupujący mieszkanie pod wynajem przypominał trochę gracza przy zielonym stoliku. Kalkulował: ile włożyć, ile wyjąć, jak szybko obracać. Excela miał bardziej rozgrzanego niż żelazko. Liczyła się stopa zwrotu – dwucyfrowa, najlepiej natychmiastowa. Mieszkanie było narzędziem. Środkiem do celu. Często bez historii, bez duszy, bez refleksji. Dziś ten sam inwestor coraz częściej przypomina raczej kolekcjonera sztuki niż hazardzistę. Bo coś się zmieniło.
Czas, nie tempo!
Rynek nieruchomości przeszedł drogę od sprintu do marszu wysokogórskiego. Stopy procentowe, inflacja, niepewność gospodarcza – to wszystko wytrąciło inwestorom z ręki szybkie kalkulatory. Nagle okazało się, że mieszkanie nie musi zarabiać natychmiast. Ma przede wszystkim trwać. Ma chronić. Ma być jak złoto – czymś, co się posiada, a nie czymś, czym się żongluje.
I dlatego inwestorzy zaczęli patrzeć inaczej. Nie tylko na metraż i cenę za metr, ale na kontekst. Na miejsce. Na architekturę. Na to, czy to mieszkanie będzie miało sens także za 10-15 lat. Bo dziś inwestowanie w mieszkania coraz częściej jest decyzją o czasie, nie o tempie.
Mieszkanie jako opowieść
Spójrzmy na to, co dzieje się w nowych projektach Moderny. W inwestycji Scala w gdańskim Śródmieściu mieszkanie nie jest już tylko produktem. Jest gotową historią – wykończoną, osadzoną w tkance miasta, do zamieszkania od razu. To skrócenie dystansu między zakupem a życiem. A dla inwestora – między wydatkiem a spokojem. Z kolei Wodopój w Gdańsku to coś zupełnie innego – dialog z historią miasta, próba wpisania współczesności w wielowiekową narrację. Tu inwestor kupuje nie tylko metry, ale kontekst. I to jest waluta, która z czasem rzadko traci na wartości.
Na granicy kurortowego Sopotu i miejskiej codzienności Gdańska mamy SPOT – miejsce płynne, trochę wakacyjne, trochę miejskie. Takie, które rozumie, że najemca nie szuka już tylko dachu nad głową, ale stylu życia. W Chronosie na warszawskiej Woli czas staje się wręcz bohaterem architektury – mieszkania projektowane są z myślą o funkcjonalności i długowieczności, nie o chwilowej modzie. A przecież są jeszcze Kanwa na Pradze-Południe i Antracyt w Gdańsku Oliwie – inwestycje osadzone między światami, w samym sercu natury i komfortowym dostępem do miejskich atrakcji.
Każda z tych inwestycji jest jak inny rozdział tej samej książki: o dojrzewaniu rynku.
Najemca przestaje być statystą
W tej opowieści jest jeszcze jeden bohater. Przez lata pomijany. Najemca. Kiedyś traktowany jak zmienna w Excelu, dziś coraz częściej staje się kimś, dla kogo projektuje się całe doświadczenie mieszkania. Bo najemca już nie chce „jakoś mieszkać”. On chce żyć. Chce światła, ciszy, sensu przestrzeni. Chce, żeby klatka schodowa nie była przypadkiem, a okolica – kompromisem. Chce mieć poczucie, że ktoś pomyślał o nim wcześniej. I tu pojawia się fundamentalna zmiana: dobry inwestor zaczyna myśleć jak przyszły najemca. Bo rozumie, że stabilny najem to nie efekt przypadku, tylko jakości. To nie jest myślenie flippera, który inwestowanie w nieruchomości traktuje jak hodowlę roślin na sprzedaż w plastikowych doniczkach – szybko, tanio, byle urosło i zeszło.
Rynek dojrzewa. Coraz więcej inwestorów przypomina raczej ogrodników niż handlarzy. Sadzą drzewa, które będą rosły latami. Wiedzą, że nie każde przyniesie szybki plon. Ale każde – jeśli dobrze posadzone – będzie miało sens. I właśnie dlatego rośnie znaczenie takich projektów, które nie są tylko produktem inwestycyjnym, ale fragmentem miasta. Fragmentem życia.
Odpowiedzialność, która zostaje na lata
Chciałem napisać, że na końcu tej układanki jest jeszcze ktoś, o kim rzadko się mówi, a który ma wpływ największy. Ale nie byłaby to prawda. Bo on jest na samym początku. Deweloper. Od niego wszystko się zaczyna. I tak, można dziś sprzedawać metry kwadratowe jak paczki makaronu – szybko, tanio, bez refleksji. Ale można też budować miejsca, które będą żyły przez dekady. I to jest zasadnicza różnica.
Filozofia Superior Living, którą rozwija Moderna, nie jest marketingowym hasłem. To raczej deklaracja odpowiedzialności: za przestrzeń, za miasto, za ludzi – zarówno tych, którzy kupują, jak i tych, którzy będą tam mieszkać przez lata. W takim podejściu inwestycja nie kończy się na akcie notarialnym. Ona dopiero się zaczyna – w codziennym użytkowaniu, w relacji z najemcą, w tym, czy budynek starzeje się z godnością, czy rozpada w ciszy.
Bo prawdziwa wartość nieruchomości nie leży w stopie zwrotu z pierwszego roku. Leży w tym, czy po dziesięciu latach ktoś nadal chce tam wracać. I czy ktoś, kto ją zbudował, nie musi się tego wstydzić.
Jakub Jakubowski – wieloletni dziennikarz z doświadczeniem w prasie, radiu, telewizji i w mediach internetowych. Aktualnie odpowiedzialny za public relations Moderna Holding.